„Detektyw” bez licencji może trafić do więzienia

1
19009

Przeszło rok temu, 7 listopada 2018 roku, Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok skazujący Krzysztofa R. – kontrowersyjnego, byłego detektywa – na karę 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat i 20 tysięcy złotych grzywny. Powód? Bezprawne prowadzenie działalności detektywistycznej w latach 2004-2006 oraz kierowanie bezprawnym pozbawieniem wolności. W ten sposób odrzucona została apelacja R. od wyroku I instancji, a wyrok skazujący stał się prawomocny. Czy od tamtego czasu coś się zmieniło? Czy były detektyw jest rzeczywiście byłym detektywem? Czy aby na pewno nie prowadzi już działalności detektywistycznej wbrew prawu, bez zezwolenia? O tym w reportażu „Detektyw bez licencji może trafić do więzienia”.

OD ZOMO DO BIURA DETEKTYWISTYCZNEGO

Początki kariery Krzysztofa R. sięgają lat 80. i ówczesnej milicji, w której trafił do Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej (ZOMO), znanych wówczas z brutalnych interwencji na ulicach wielu polskich miast. Działalność detektywistyczną rozpoczął natomiast dekadę później. Od tego czasu był jednym z najbardziej kontrowersyjnych i rozpoznawalnych detektywów (a dziś byłych detektywów) w kraju. Między innymi to pozwoliło mu zapewne uzyskać mandat posła na Sejm IV kadencji w 2001 roku. Dalszy rozgłos przyniósł mu chociażby serial dokumentalny na temat jego pracy, który w latach 2001-2006 emitowała telewizja TVN. R. wielokrotnie angażował się też w głośne sprawy, jak choćby rzekome zaginięcie, a faktycznie zabójstwo małej Madzi z Sosnowca, którego dopuściła się w 2012 roku jej matka. Dziś Krzysztof R. oficjalnie występuje jako przedsiębiorca, choć powszechnie media określają go mianem „detektyw”. Nie brakuje im zresztą do tego okazji – serwisy internetowe regularnie donoszą o zmianach w jego życiu prywatnym – jak ślub z początku 2019 roku.

ŁAPIE PRZESTĘPCÓW I WYROKI

Krzysztof R. dał się też zapamiętać z kilku toczących się przeciwko niemu spraw karnych. W 2013 roku został prawomocnie skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności za udział w tak zwanej „śląskiej mafii paliwowej”. Postępowanie dotyczyło polecenia pracownikom przez R. wystawienia faktur za fikcyjne usługi na kwotę przeszło 2 milionów złotych. Dwa lata później Krzysztof R. usłyszał również prawomocny wyrok za bezprawne pozbawienie wolności dwóch osób z 2005 roku. Tym razem orzeczoną karą było zadośćuczynienie w kwocie 100 tysięcy złotych. Takich śledztw, dotyczących bezprawnego prowadzenia przez R. działalności detektywistycznej czy bezprawnego pozbawienia wolności, było jeszcze kilka.

Ostatni wyrok w tym zakresie zapadł w ubiegłym roku. Od 7 listopada 2018 roku orzeczenie skazujące Krzysztofa R. na 1 rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat oraz 20 tysięcy złotych grzywny jest prawomocne.

NIE MA LICENCJI, JEST BIZNES

Na czym polega problem? R. od 2010 roku nie posiada imiennej licencji detektywa, ani wpisu do prowadzonego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji rejestru przedsiębiorców wykonujących działalność regulowaną w zakresie usług detektywistycznych. Licencja została mu najpierw zawieszona, a potem cofnięta przez komendanta wojewódzkiego policji właściwego miejscowo ze względu na adres jego zamieszkania. W praktyce oznacza to, że nie może on legalnie świadczyć usług detektywistycznych, a jeśli to robi – popełnia przestępstwo zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do lat 2.

Co prawda wpis do wspomnianego rejestru posiada spółka z ograniczoną odpowiedzialnością „RBD S-S” (podajemy tylko pierwsze litery nazwy spółki – przyp. aut.), ale zgodnie z przepisami spółka z o. o. to podmiot całkowicie odrębny od jej udziałowców i członków zarządu, posiadający własną osobowość. Nawet jeśli byłoby inaczej, według informacji z Krajowego Rejestru Sądowego  na dzień 5 grudnia 2019 roku, jedynym członkiem, a przy okazji prezesem zarządu spółki jest żona Krzysztofa R. Podobnie to ona jest większościowym udziałowcem spółki – posiada 98 udziałów o wartości 49 tysięcy złotych, co reprezentuje niemal całą kwotę kapitału zakładowego, ustaloną na 50 tysięcy złotych. Informacja nie wskazuje, kto posiada pozostałe udziały. Udziały i funkcja żony, która nawiasem mówiąc w 2015 roku uzyskała licencję detektywa, nie upoważniają jednak R. do tego, by on sam prowadził działalność detektywistyczną – nawet jeśli w spółce, zgodnie z wymogami, zatrudniona jest co najmniej jedna osoba posiadająca licencję detektywa. Nie zmienia tego również ujęcie usług świadczonych przez niego jako „usługi doradcze” w ramach innej firmy – BDR […] spółka cywilna (podajemy tylko część nazwy spółki – przyp. aut.). Co ciekawe, firma ta zgodnie ze wskazanym w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej przedmiotem działalności, może zajmować się „pozostałym doradztwem w zakresie prowadzenia działalności gospodarczej i zarządzania”, co nie ma żadnego związku z zakresem działań prywatnego detektywa. Zastanawiające, że firma jako przedmiot działalności podaje jednak również „działalność detektywistyczną”, bo przecież żona Krzysztofa R. posiada licencję detektywa. Problem w tym, że firma o tej nazwie i przypisanym do niej numerze NIP nie uzyskała wpisu do rejestru działalności regulowanej MSWiA.

WYROK TO NIE KONIEC PROBLEMÓW

Po wyroku z listopada 2018 roku Krzysztof R. cieszył się, że nie nałożono na niego 5-letniego zakazu prowadzenia nie tylko działalności detektywistycznej, ale również doradczo-konsultacyjnej, choć o to wnioskował prokurator. Zdaniem sądu postępowanie dotyczyło spraw sprzed tak długiego czasu (lata 2004-2006), że zastosowanie zakazu byłoby bezcelowe. Nie zmienia to jednak całego mechanizmu, w którym R. miał zawrzeć przeszło 200 umów na usługi doradcze, w praktyce będące usługami detektywistycznymi, a mimo wyroku skazującego w żaden sposób nie ograniczono mu tej możliwości. Już po ogłoszeniu orzeczenia zapowiadał, że biuro doradcze będzie nadal funkcjonowało, a on będzie w nim pracował na przykład jako rzecznik prasowy.

Początek 2019 roku pokazał jednak, że listopadowy wyrok nie rozwiał wszystkich wątpliwości wokół Krzysztofa R. 31 stycznia stołeczna Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście wszczęła śledztwo w sprawie dotyczącej wydarzeń z 2013 roku. Wtedy to R. w krótkich odstępach czasu miał przyjąć w Hiszpanii i Holandii 50 tysięcy euro od klienta, dla którego na podstawie zawartej umowy powinien świadczyć usługi charakteryzujące usługi detektywistyczne. Tym samym mógł wprowadzić go w błąd co do tego, że posiadał licencję detektywa, choć w 2013 roku wcale jej nie miał. Mowa zatem nie tylko o bezprawnym prowadzeniu działalności detektywistycznej, ale także o możliwym oszustwie – Krzysztof R. został przesłuchany w toku tego postępowania, złożył zeznania na okoliczności objęte postępowaniem – informuje Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Ponad pół roku później, w lipcu 2019 roku, Komenda Powiatowa Policji w Hrubieszowie, pod nadzorem tamtejszej Prokuratury Rejonowej, podjęła kolejne postępowanie. Tym razem to dochodzenie dotyczące wykonywania działalności w zakresie usług detektywistycznych bez wymaganego wpisu do rejestru i bez wymaganej licencji detektywa. W tym przypadku sprawa nie ma jednak związku z przeszłością, a dotyczy sytuacji bieżących, które miały zaistnieć w kwietniu tego roku, właśnie w Hrubieszowie. – W Komendzie Powiatowej Policji w Hrubieszowie prowadzone jest dochodzenie wszczęte w dniu 22 lipca 2019 roku z art. 46 ust. 1 w zbiegu z art. 46 ust. 2 ustawy z dnia 6 lipca 2001r. o usługach detektywistycznych. Obecnie w sprawie wykonywane są czynności procesowe. Ze względu na dobro prowadzonego postępowania na obecnym etapie nie udzielamy bliższych informacji w tej sprawie – komentuje Edyta Krystkowiak, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Hrubieszowie.

Analogiczna sytuacja mogła wydarzyć się wtedy również w Łodzi. Poza bezprawnym wykonywaniem działalności detektywistycznej, doszło tam być może także do bezprawnego pozbawienia wolności dwóch osób – Postępowanie dotyczy pracowników i właściciela „RBD S-S” […]. Na obecnym etapie sprawy nie przedstawiono jeszcze nikomu zarzutów, trwa gromadzenie kompletnego materiału dowodowego – przekazuje Marta Stachowiak-Klimaszewska, prokurator Prokuratury Rejonowej Łódź-Polesie.

Najdalej zaszła jednak sprawa, w której pokrzywdzoną jest pani Anna M. (dane zmienione na prośbę pokrzywdzonej – przyp. aut.). Krzysztof R. miał dopuścić się wobec niej fałszywego oskarżenia o popełnienie przestępstwa, to jest czyn z art. 234 Kodeksu karnego, za który grozi kara pozbawienia wolności do lat 2. Dla śledczych z Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Powiatowej Policji w Sieradzu wydało się to na tyle prawdopodobne, że 31 grudnia 2019 roku ogłosili Krzysztofowi R. zarzuty i przesłuchali go w charakterze podejrzanego – Mogę jedynie potwierdzić, że w dniu dzisiejszym w tutejszej jednostce ogłoszono zarzut z art. 234 Kodeksu karnego. Podejrzany stawił się. Nie udzielamy więcej informacji ze względu na dobro postępowania – usłyszeliśmy w Zespole Prasowym Komendy Powiatowej Policji w Sieradzu. Pokrzywdzona Anna M. oraz jej pełnomocnik odmówili komentarza.

Ze względu na dobro prowadzonych czynności, nie ujawniamy informacji o jeszcze innych postępowaniach, które prowadzą inne jednostki Prokuratury na terenie kraju.

Toczące się w sprawach Krzysztofa R. postępowania to jednak nie wszystko. Negatywnie jego działania oceniają także byli klienci oraz inni prywatni detektywi – Sam podjąłem kilka spraw, w których moimi klientami były osoby korzystające wcześniej z usług najbardziej znanego w Polsce „detektywa”. Nie muszę chyba wyjaśniać, dlaczego później trafili do mnie. Nie byli z niego zadowoleni i szukali innego wyjścia – tłumaczy jeden z przedstawicieli branży, prowadzący swoje biuro w Łodzi.

SĄD MÓWI: SPRAWDZAM!

W obliczu tak wielu śledztw i dochodzeń, które już w 2019 roku rozpoczęły się w zakresie takich samych spraw, jak te, za które Krzysztof R. został prawomocnie skazany w listopadzie 2018, zastanawiające jest, czy sąd wydający wyrok w ogóle o nowych przypadkach wie. – Sąd nie miał wiedzy o wskazanych postępowaniach przygotowawczych. Po powzięciu wiadomości o toczących się postępowaniach sąd zwróci się o informację do prokuratur o stanie postępowań i w zależności od otrzymanych informacji podejmie dalsze czynności. Skutkiem opisanych działań może być zarządzenie warunkowo zawieszonej kary pozbawienia wolności w okresie próby oraz kolejnych 6 miesiącach – wyjaśnia Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie, gdzie zapadł ostatni wyrok skazujący Krzysztofa R. na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Autor: PS

Fot. naszemiasto.pl

-Posiadasz wiedzę, którą autor może wykorzystać w kolejnych publikacjach? Odezwij się do nas: redakcja@dzienniksledczy.pl – znamy cenę dobrej informacji.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here