Rutkowski zasiądzie na ławie oskarżonych- grozi mu więzienie!

Krzysztof Rutkowski (wielokrotnie wyrażał zgodę na publikację imienia i nazwiska), choć nie posiada licencji detektywistycznej, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób z tej branży. Nic dziwnego, bo zwykle pojawia się przy najgłośniejszych sprawach uprowadzeń, zaginięć czy niewyjaśnionych zgonów. Wzbudza przy tym wiele kontrowersji. To, że nie posiada licencji detektywistycznej, to nie wszystko. Został już zresztą za działanie bez uprawnień prawomocnie skazany. Regularnie w prokuraturach na terenie całego kraju lądują też zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przez niego różnych przestępstw. W jednej ze spraw pod koniec lipca usłyszał zarzuty, a w sierpniu skierowano w niej akt oskarżenia do sądu. Wątpliwości wielokrotnie budzą też metody jego pracy. Ostatnio znów zrobiło się o tym głośno – przy okazji kolejnego przedłużenia śledztwa w sprawie śmierci Magdaleny Żuk z Bogatyni w kwietniu 2017 roku w Egipcie.

Wyrok za zabawę w detektywa

O prawomocnym wyroku z 2018 roku dla Krzysztofa Rutkowskiego (wielokrotnie wyrażał zgodę na publikację imienia i nazwiska) za prowadzenie działalności detektywistycznej bez wymaganej licencji oraz zawiadomieniach o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które trafiły do prokuratur w całej Polsce, pisaliśmy w styczniu tego roku.

Dziś wiadomo już, że opisywana tam sprawa zarzutu fałszywego oskarżenia innej osoby, który w grudniu 2019 roku przedstawiono Krzysztofowi Rutkowskiemu w Komendzie Powiatowej Policji w Sieradzu, zakończyła się fiaskiem. Funkcjonariusze przygotowali nawet akt oskarżenia, ale tamtejsza Prokuratura Rejonowa go nie zaakceptowała. W efekcie postępowanie umorzono kilka tygodni temu, ale pełnomocnik poszkodowanej złożył zażalenie na postanowienie Prokuratury.

Wcześniej, bo 28 stycznia 2020 roku umorzono także dochodzenie w Komendzie Powiatowej Policji w Hrubieszowie, które wszczęto 22 lipca 2019 roku. Dotyczyło ono art. 46 ust. 1 w związku z art. 46 ust. 2 Ustawy o usługach detektywistycznych. Przepisy te regulują odpowiedzialność wynikającą z wykonywania działalności w zakresie usług detektywistycznych bez wymaganego wpisu do rejestru oraz wykonywania czynności w zakresie usług detektywistycznych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej bez wymaganej licencji. Grozi za to kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2. – Postępowanie umorzono z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego – tłumaczy starszy aspirant Edyta Krystkowiak, oficer prasowy hrubieszowskiej policji.

Tymczasem jak udało nam się ustalić, w piątek 24 lipca 2020 roku Krzysztofowi R. ogłoszono w III Komisariacie Komendy Miejskiej Policji w Łodzi zarzut, co ciekawe – ze wspomnianego już art. 46 ust. 2 Ustawy o usługach detektywistycznych. Zgodnie z planem 31 lipca podejrzany i jego obrońca zapoznali się z końcowym materiałem dowodowym. Postępowanie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Łódź-Polesie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że z aktami zapoznała się jedynie pełnomocnik Krzysztofa R. – adwokat z Warszawy. Byłego „detektywa” miało nie być wtedy w kraju – z rodziną odpoczywał w Grecji.

Nasze wiadomości potwierdziła Prokurator Rejonowa tej jednostki, Marta Stachowiak-Klimaszewska:

„Pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Łódź Polesie prowadzone jest postepowanie Pr I Ds 599.2019 przeciwko Krzysztofowi R. podejrzanemu o czyn z art.46 ust 2 ustawy o usługach detektywistycznych. W toku postępowania Krzysztofowi R. ogłoszono postanowienie o przedstawieniu zarzutu i przesłuchano go w charakterze podejrzanego. Na dzień 31 lipca 2020 roku zaplanowano czynności końcowego zaznajomienia podejrzanego i jego obrońcy z materiałami postępowania zgodnie z ich wnioskiem”.

 

 

Sekretariat Prokurator Rejonowej Łódź-Polesie przekazał nam także, że 26 sierpnia w sprawie skierowano akt oskarżenia do sądu. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Rutkowski jest w trakcie odbywania warunkowo zawieszonej kary pozbawienia wolności, właśnie za wykonywanie usług detektywistycznych bez licencji detektywa. Czy warszawski Sąd odwiesi byłemu detektywowi wyrok? Nieoficjalnie udało nam się ustalić, że do Sądu został od jednej z osób poszkodowanych wysłany wniosek o zasądzenie warunkowo zawieszonej kary pozbawienia wolności.

Co istotne, to nie jedyne postępowanie w Prokuraturze Rejonowej Łódź-Polesie, w którym pojawiła się w ostatnim czasie postać byłego detektywa. Prowadzone było bowiem dochodzenie z zawiadomienia Wiolety J., która miała być bezprawnie pozbawiona wolności przez Krzysztofa R. W kwietniu 2019 roku, jak twierdzi Rutkowski, dokonał obywatelskiego ujęcia kobiety, która jego zdaniem rzekomo wyłudziła pieniądze od wielu osób. Prokurator nie przedstawił byłemu detektywowi zarzutów w tym zakresie, czego nie można powiedzieć o Wiolecie J. – kobieta usłyszała zarzuty. Kontrowersje w całej sytuacji budzi jednak fakt, że ujęcie obywatelskie w myśl Kodeksu karnego to ujęcie osoby na gorącym uczynku przestępstwa lub w pościgu podjętym bezpośrednio po popełnieniu przestępstwa, jeżeli zachodzi obawa ukrycia się tej osoby lub nie można ustalić jej tożsamości. Tymczasem były detektyw Krzysztof Rutkowski i jego zespół dokonali ujęcia w okolicznościach, które nie miały zbyt wiele wspólnego z kodeksowymi przesłankami. Realizacja miała miejsce… bezpośrednio przy miejscu zamieszkania Wiolety J. – W toku postępowania ustalono, że wszystkie czynności były nadzorowane i zlecone przez Krzysztofa R. – komentowała prokurator Stachowiak-Klimaszewska w „Expressie Ilustrowanym”. Według prokuratury rzeczywiście nie można było mówić w tym przypadku o ujęciu obywatelskim.

– Kiedy się skończy cała farsa „detektywa” bez licencji? Może w końcu prokuratorzy przejrzą na oczy, by ciągle nie umarzać spraw przeciwko Krzysztofowi R., bo takich przypadków, jak i ludzi pokrzywdzonych wcale nie jest mało – komentuje Wioleta J.

 

 

Szukanie rozgłosu

Krzysztof Rutkowski uchodzi bez wątpienia za najbardziej rozpoznawalną postać branży detektywistycznej w Polsce. Zaangażował się w dziesiątki głośnych spraw – m.in. porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika, rzekomego zaginięcia Madzi z Sosnowca czy w końcu tajemniczej śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie.

Jak wyjaśniła w wywiadzie zamieszczonym w portalu YouTube siostra zmarłej, Anna Cieślińska, Rutkowski sam nawiązał kontakt z rodziną Magdaleny Żuk i zaproponował pomoc. Miała ona przyjąć formę pro bono, ale by formalności stało się zadość, podpisano stosowną umowę. Rodzina kobiety, która zginęła w Egipcie, wiązała z tą współpracą duże nadzieje – wszak z własnej woli zgłosił się do nich profesjonalista, znany i rozpoznawalny, z kontaktami w mediach.

Nie można odmówić mu tego, że sprawę Magdaleny Żuk rzeczywiście mocno nagłośnił. Inne aspekty jego działań, zdaniem Anny Cieślińskiej, były robione pod publikę i to wcale nie za darmo. Nie miało to także wiele wspólnego z tym ani jak ludzie wyobrażają sobie pracę detektywa, ani jak wygląda ona naprawdę

– Detektyw powinien chyba podjąć jakieś działania, jak obserwacja, jakieś ustalenia, robienie zdjęć. A tutaj on mając nawet najmniejszą, niezweryfikowaną informację zwoływał konferencję prasową i zapowiadał, że jedzie przekazać nam prawdę czy rozwiązanie zagadki śmierci siostry. Oczywiście za drzwiami naszego mieszkania zmieniał front – o żadnych ustaleniach nie było mowy, bo przecież jego kobieta, była jeszcze w Egipcie – tłumaczy Cieślińska.

Festiwal kontrowersji

Pierwsza kwestia to oczywiście brak licencji detektywa. Krzysztof Rutkowski nie posiada jej od 2010 roku – najpierw została ona zawieszona, a potem cofnięta przez właściwego komendanta wojewódzkiego policji. Z tym, że Rutkowski tylko doradza i jak sam mówi –  „koordynuje”, a dopiero za nim stoi cała sieć firm, w ramach których czynności wykonują osoby posiadające odpowiednie licencje.

Przykład? … Żona Krzysztofa Rutkowskiego. Co jednak istotne, firmy te, finalnie wciąż nie dają byłemu detektywowi uprawnień do wykonywania jakichkolwiek czynności detektywistycznych.

Dalej Krzysztof Rutkowski wykorzystał zaproszenie do programu „Skandaliści” telewizji Polsat, kiedy miał wypowiadać się na temat sprawy śmierci Magdaleny Żuk, by… oświadczyć się swojej obecnej żonie.

– Oświadczył się na grobie mojej córki – komentował potem ojciec zmarłej.

 

Jak twierdzi Anna Cieślińska, Rutkowski, choć nie wziął od rodziny nawet złotówki, miał zarobić na zapewnieniu pewnej redakcji pierwszego wywiadu na wyłączność z rodziną Magdaleny Żuk.

W końcu był też głośny reportaż „Uwagi!” TVN, w którym wystąpiła Kamila I. Według byłego detektywa kobieta to ważny świadek w sprawie, choć jak się ostatecznie okazało – nie była nawet w tym samym hotelu, co zmarła. Co więcej, doskonale znała się z Rutkowskiego, a potwierdzają to nagrania, jak bawili się wspólnie w samochodzie, wracając z nagrań dla „Uwagi!”. Cieślińska dodaje, że Rutkowski chciał wystawić pomnik Magdalenie Żuk, oferując usługi nagrobkowe… ojca Kamili I.

„Świadkowe”…

Kamila I. nie była jedynym wątpliwym świadkiem w tej sprawie, zaproponowanym przez Rutkowskiego Jak twierdzi nasz informator, jeden z byłych pracowników „detektywa” bez licencji, początkowo działania w Egipcie miał prowadzić ktoś zupełnie inny, ale ostatecznie pojechała tam późniejsza żona Krzysztofa Rutkowskiego Według informatora sytuacja była nieoczywista. Podczas nieobecności partnerki w kraju, były detektyw miał rozwijać znajomość z Kamilą Cz. Podobno wysyłał po nią samochód, był u niej w domu, a ona u niego. Kobietę ze sprawą Magdaleny Żuk łączyło tyle, że była w tej samej miejscowości w Egipcie, co zmarła. Oficjalnie miała być jednak kolejnym cennym świadkiem. Z opowieści byłego pracownika Krzysztofa Rutkowskiego wynika, że takie sytuacje zdarzały się częściej – a wówczas znajome byłego detektywa meldowane były w jednym ze znanych hoteli w podłódzkim Rąbieniu.

 

 

Wypowiedzenie nic nie znaczy

W pewnym momencie rodzina Magdaleny Żuk zdecydowała się wypowiedzieć umowę zawartą z Krzysztofem Rutkowskim, aby więcej nie zajmował się on tą sprawą i nie wypowiadał się na jej temat.

 

 

Przyniosło to nie do końca spodziewany efekt. Rutkowski nie pojawił się na przykład na pogrzebie Magdaleny Żuk w Bogatyni, bo nie był tam mile widziany. Pod cmentarzem stał jednak samochód oznakowany logo jego firmy. Jak przekazał nam były współpracownik Krzysztofa R., wracając z pogrzebu, pracownicy byłego „detektywa” mieli przejechać przez Wrocław, aby tam wykonać kilka zdjęć dla klientki z rzekomej obserwacji stałej, którą tam prowadzono – choć nic takiego nie miało miejsca. Ostatecznie klientka zażądała zwrotu pieniędzy za zlecenie, zapowiadając wystąpienie na drogę sądową. Odzyskała zapłaconą sumę – można wyciągnąć z tego konkretne wnioski.

Choć wydarzenia na pogrzebie miały miejsce dłuższy czas temu, na tym zaangażowanie byłego detektywa w sprawę Magdaleny Żuk, mimo woli rodziny, wcale się nie zakończyło. Całkiem niedawno, bo 2 lipca 2020 roku, wystąpił on na antenie Superstacji w programie poświęconym śmierci Magdaleny Żuk. Z nagrań ewidentnie wynika, że nie dawał on dojść do głosu ani prowadzącej audycję, ani Annie Cieślińskiej, która nie kryła zaskoczenia z obecności Rutkowskiego w programie i podkreślała, że nie zgadza się z jego tezami. Swoją drogą dziennikarka i napisy na ekranie przedstawiały tam Krzysztofa Rutkowski wprost jako detektywa, czemu ten wcale nie zaprzeczał.

Były detektyw wie wszystko

Warto przy okazji wspomnieć, że śledztwo w sprawie śmierci Magdaleny Żuk zostało kolejny raz przedłużone – tym razem do 31 grudnia 2020 roku. Po wymianie korespondencji, polegającej w większości na odsyłaniu od jednej instytucji do drugiej – m.in. z Ministerstwem Sprawiedliwości, Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Prokuraturą Krajową i Prokuraturą Okręgową w Jeleniej Górze – od tej ostatniej uzyskaliśmy na ten temat taką informację:

„Jakkolwiek, w sprawie zgromadzono dotychczas obszerny materiał dowodowy, to jednak zachodzi konieczność wystąpienia do strony egipskiej o kolejne dokumenty dotyczące zdarzenia. Chodzi głównie o dokumentację źródłową, stanowiącą podstawę sporządzenia dokumentów procesowych przez stronę egipską”.

 

To o tyle istotne, że choć prokuratura wciąż sprawy nie wyjaśniła, Krzysztof Rutkowski prawdopodobnie zrobił to już dawno. Tak sugeruje bowiem współpracujący z nim portal Patriot24.net we wpisie z 12 maja 2017 roku – „Krzysztof R. całkowicie rozwiązał zagadkę śmierci Magdaleny Żuk”.

 

Na opinię trzeba zapracować

„Na opinię trzeba zapracować” – głosi popularne powiedzenie. Rzeczywiście tak jest i to niezależnie od tego, czy opinia będzie pozytywna, czy negatywna. Jak wygląda to w przypadku Krzysztofa Rutkowskiego, możecie ocenić sami:

Anna Cieślińska – siostra zmarłej Magdaleny Żuk:

To co robi Krzysztof R., to się nie mieści nawet w naszej wyobraźni. To jak postępuje z ludźmi, z którymi współpracuje, to jakieś jaja, nie można nazwać tego inaczej. Proszę spojrzeć chociażby na fakt, że 31.10.2017 r wypowiedzieliśmy pełnomocnictwo Krzysztofowi, gdzie jasno z niego wynika, że nie może się już wypowiadać w imieniu mojej rodziny ani zajmować sprawą zabójstwa Śp. Magdaleny. To, ile syfu pozostawił po swoim pobycie i sposobie pracy, tego nie da się nawet skomentować. Ja osobiście po nagraniu swojego filmiku na YouTube dostaję wiadomości oraz telefony od ludzi przez niego pokrzywdzonych i nie mogę uwierzyć, co ten człowiek robi. Nie wiem, co nim kieruje, ale współczuję ludziom, którzy myślą tak jak ja i moja rodzina myśleliśmy – że on może pomóc. Brak słów.

Andrzej Ceglarski – adwokat, pełnomocnik rodziny Magdaleny Żuk:

Wypowiedzi członków najbliższej rodziny zmarłej Magdaleny Żuk, w szczególności jej siostry Pani Anny Cieślińskiej (odsyłam do obszernego wywiadu opublikowanego na jej kanale YouTube) poświęcone współpracy z Krzysztofem R. oparte są na własnym doświadczeniu, przemyśleniach i głębokiej refleksji, co do wartości i efektów tej współpracy. Jakie są te efekty nie trzeba szerzej przecież pisać. „Detektyw” R. niewątpliwie należy do osób potrafiących doskonale dbać o rozgłos i własną rozpoznawalność. Na tej płaszczyźnie, także zajmując się sprawą Magdaleny Żuk rzeczywiście osiągnął własny sukces. Nie tego jednak na pewno oczekiwała od niego rodzina zmarłej. Niektóre zaś działania, jak np. publiczne oświadczyny w programie telewizyjnym poświęconym zmarłej, co miałem okazję z najwyższym zdziwieniem obserwować jako jeden z bardzo wielu widzów tego programu, pozostawiły mówiąc najłagodniej – duży niesmak. Zajmowanie się tak trudną i bolesną sprawą nie powinno skupiać się czy niemal wyczerpywać w promowaniu osoby detektywa, ale na realnych działaniach, rzeczywistej cichej pracy ukierunkowanej na profesjonalną pomoc. Tak działa choćby detektyw Marcin Popowski, który również współpracuje przy rozwiązaniu tej sprawy. Sądzę, że w sprawie od początku potrzebne były realne czynności zogniskowane na jej możliwie najszybszym i najpełniejszym wyjaśnieniu, a także pomocy rodzinie Magdaleny Żuk a zupełnie zbędne celebryckie występy. Tak też chciałbym sprawę prowadzić.

Dariusz Korganowski – prywatny detektyw, właściciel biura detektywistycznego TOP

Detektyw z Łodzi: Jeśli chodzi o pracę prywatnego detektywa w Polsce, nie jest ona ani prosta ani nie opiera się jedynie o medialne działania polegające na rozpowszechnianiu informacji nie potwierdzonych czy wyssanych z palca. Należy zwrócić uwagę na fakt, że Pan Krzysztof R. na przełomie lat dziewięćdziesiątych działał i rozwijał detektywistykę w Polsce w sposób nieszablonowy i ma swoje osiągnięcia. Nie mniej jednak w dzisiejszej dobie dziwi mnie sytuacja przede wszystkim mediów, które jak słusznie napisano, przedstawiają Pana Krzysztofa R. jako detektywa. Proszę pamiętać, że jest to tytuł zawodowy przysługujący osobom spełniającym wiele kryteriów i posiadającym do tego prawo, zgodnie z przepisami jakie ustanowił ustawodawca. Przedstawianie kogoś, kto nie ma do tego uprawnień jest bardzo niefrasobliwe i uderza w całe środowisko detektywów w Polsce i na arenie międzynarodowej. Oczywiście nie ujmuję pozytywnych działań detektywa R., ale od wielu lat niestety nie powinien być przedstawiany i faworyzowany przez media w taki sposób. Jest wiele osób, które zgłaszają swoje wątpliwości co do legalności działań pseudo detektywów w Polsce i są wobec nich wyciągane surowe konsekwencje, dlaczego w tym przypadku jest inaczej? Pozostawię to pytanie do analizy czytelników. Proszę również pamiętać, że aby prowadzić działalność regulowaną należy spełnić szereg wymogów formalno-prawnych. Należy pamiętać, że pracujemy na materiałach wrażliwych i musimy spełniać wymogi kancelarii co najmniej na poziomie poufnym. Niestety detektywistyka w Polsce nie ma dobrych przykładów i wiele osób bez doświadczenia popełnia szereg błędów. Pracując w organa ścigania nauczyliśmy się pracy na materiałach tajnych i ściśle tajnych, a co za tym idzie zabezpieczenia dokumentów i wiedzy. O tyle o ile mamy do czynienia ze sprawą rozwodową, która ma zupełnie inny charakter, tak przy sprawach z pierwszych stron gazet (zabójstwa, zaginięcia, porwania) należy pamiętać, jakie standardy trzeba zachować. Służba prowadząca dane postepowanie może skorzystać z informacji w odpowiedni sposób przekazanej przez prywatnego detektywa, natomiast musi być to zrobione w sposób profesjonalny, a nie poprzez media. Oczywiście media są bardzo potrzebne, bo przy wielu sprawach sam potrzebuję pomocy w celu zwrócenia uwagi społeczeństwu na fakt oszustw czy też innego rodzaju wykorzystania przez grupy przestępcze, natomiast kierujemy się tutaj dobrem społecznym a nie bezpłatną reklamą w mediach. Jeśli mamy coś do powiedzenia, to niech to będzie podparte merytoryką i dokumentacją a nie faktem, że ktoś coś komuś powiedział lub się komuś coś wydawało. Dlatego tym bardziej dziwi zachowanie Pana R. wobec osób, które przeżywają własną tragedię a jest ona jeszcze do tego pokazywana w mediach jako sukces… Działania tego typu są nie do przyjęcia, działania bez uprawnień są nie do przyjęcia, ale odpowiedzi na te pytania pozostawiamy do oceny czytelnika i ustawodawcy.

PS


Jeśli posiadasz informacje na temat tej sprawy, skontaktuj się z nami: redakcja@dzienniksledczy.pl lub wyślij do nas prywatną wiadomość na Facebooku: www.facebook.com/dzienniksledczy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here