Więzienie zazwyczaj kojarzy nam się z dużym, zamkniętym budynkiem z kratami w oknach, otoczonym wysokim murem z drutem kolczastym. W filmach często widzimy umięśnionych, wytatuowanych więźniów w pomarańczowych strojach, którzy biją się między sobą i próbują przemycać do celi telefony czy narkotyki. Od Pana Marcina, strażnika półotwartego zakładu karnego, dowiemy się, jak naprawdę wygląda życie w więzieniu.

 

Zanim przejdziemy do szczegółowych pytań proszę powiedzieć nam jakie są typy zakładów karnych i czym się charakteryzują? 

Mamy trzy typy zakładów karnych: otwarte, półotwarte i zamknięte. Czym one się charakteryzują? Przede wszystkim specyfiką, zabezpieczeniami. Przykładowo, w zakładzie karnym typu otwartego skazani poruszają się swobodnie po terenie zakładu, nie są tak dozorowani. Jeśli chodzi o zakłady typu półotwartego, jest to troszeczkę bardziej uściślone. Jest tylko pół godziny spaceru i skazani są w jakiś sposób dozorowani.

A jak sytuacja wygląda w zamkniętym zakładzie?

Jeśli chodzi o zakład karny typu zamkniętego, tam całkowicie ruch jest dozorowany, mury są zabezpieczone podwójnym pasem ochronnym, zewnętrznym ogrodzeniem. Ruch jest ściśle określony. Wszędzie, gdzie skazany się porusza, musi być wcześniej zapisany ten fakt. Na przykład jak chce iść do lekarza, to ktoś musi go tam zaprowadzić – nie może iść sam, tak jak przykładowo na półotwartych zakładach. Są większe restrykcje – jak sama nazwa wskazuje.

Kto w takim razie trafia do takich zamkniętych zakładów?

Najwięksi i najgroźniejsi przestępcy, na przykład zabójcy z poważnymi wyrokami.  

Jak długo pracuje Pan w służbie więziennej i na czym polega ta praca? 

Pracuję 15 lat, jestem oddziałowym. Na moim oddziale jest około stu osadzonych. Robię wszystko, co dotyczy życia codziennego skazanych, czyli lekarz, kontrola osobista, wydawanie posiłków, kontrola cel według grafiku, przygotowanie osadzonego do transportu, przyjmowanie nowego transportu na pawilon no i wiadomo – czynności profilaktyczne.

A jak wygląda pana przeciętny dzień na służbie? 

Zaczyna się od apelu. Przeliczamy więźniów. Po apelu jest śniadanie, prowadzimy osadzonych na stołówkę. Na zamkniętych zakładach posiłki dostaje się do celi. Otwieramy pawilon. Osadzeni mogą sobie pospacerować, porozmawiać z kolegami i to trwa godzinę. Potem niektórzy idą do pracy.  Inni siedzą przed telewizorami w celi.  My w tym czasie robimy kontrole wyrywkowe trzech cel. Bardzo szczegółowe kontrole.

Na czym polegają te kontrole?

Wszystko dokładnie sprawdzamy, odkręcamy lampy, zaglądamy w szuflady i pod łóżka. W między czasie prowadzam też osadzonych do lekarza, przyjmuję nowy transport. Potem jest obiad i ok. 14.30 sprawdzamy kraty młotkiem do oklepywania krat.

Młotek do oklepywania krat?

Mamy taki specjalny młotek drewniany. On jest bardzo specyficzny, bo jeśli byłaby gdzieś krata nadpiłowana, to w momencie uderzenia tym młotkiem dźwięk jest zupełnie inny. Po sprawdzeniu krat mam pół godziny na papierkowe sprawy, idę na peronkę i przechadzam się. Pytam osadzonych, czy niczego nie potrzebują, sprawdzam sytuację ogólną. Potem prowadzę ich na kolację i jest apel wieczorny. Prowadzi go dowódca zmiany i rezerwa składu zmiany. Przeliczamy osadzonych, zamykamy pawilon i wychodzę z pracy. W nocy również więźniowie są nadzorowani. 

Jak wygląda więzienna cela? 

W zależności od zakładu. Jeżeli mamy zakład typu zamkniętego, cele są przeważnie czteroosobowe. W zakładzie półotwartym są nawet sześcioosobowe czy ośmioosobowe cele. Jeszcze kilka lat temu było tak, że na zakładzie był duży ścisk. Były trzypiętrowe koje, czyli łózka, więc osadzeni mieli prawo się skarżyć. Były kłótnie między osadzonymi, bo jeżeli w celi 4/4 odbywało karę 9 osób to dochodziło tam do różnych sytuacji. Teraz jest zupełnie inaczej. Osadzeni mają przestrzeń, są podzieleni na palących i niepalących, robi się wszystko w tym kierunku, by osadzonym życie tam umilić, nie utrudniać. 

A jakich przedmiotów nie może posiadać taki osadzony i dlaczego? 

Nie może posiadać przedmiotów niedozwolonych i niebezpiecznych. Nie można mieć noży i nic ostrego. Noże i widelce są plastikowe. Nie mogą mieć maszynek do golenia i igieł. Nie mogą posiadać żadnych rzeczy, którymi mogą sobie lub innym zrobić krzywdę. 

Czym się różni oddziałowy od wychowawcy? 

Wychowawca jest od wychowywania, rozmawiania z osadzonymi, przyjmuje skargi i wnioski, zarządza systemem przepustkowym. Oddziałowy jest od ochrony. 

Wśród więźniów bardzo popularne jest robienie tatuaży tzw. dziaranie. Czy mają do tego prawo? 

Nie mają do tego prawa. Jest to zakazane. Na sali nie można mieć igieł i maszynek. Tatuaże podkreślają subkulturę więzienną. Jest zakaz ze względów zdrowotnych. Mogą one prowadzić do chorób zakaźnych 

W więzieniu używa się wiele potocznych słów- niekoniecznie zrozumiałych dla ludzi spoza tego miejsca. Mógłby pan wyjaśnić znaczenie niektórych z nich? 

No na przykład “siedzieć za głowę” to znaczy za morderstwo, “klawisze” to my, ale mówią też na nas “gady”. “Przerzutka” to przeniesienie więźnia do innej celi bądź pawilonu. „Gryps” to zaszyfrowana wiadomość.  

Wspominał pan, że ma do czynienia z recedywistami. Kim oni są? 

To są różni ludzie w różnym wieku i z różnych środowisk. Odsiadują wyrok po raz kolejny. Osiemdziesiąt procent tych ludzi to tzw. patologia. My ich nazywamy bumerangami, bo jak wychodzą to zawsze wracają. Jak ja już pracuję 15 lat to oni się tutaj tak przewijają, że ja ich bardzo dobrze znam. To są ludzie, którzy nie potrafią żyć na wolności. 

Jakie były najtrudniejsze przypadki osadzonych z jakimi miał pan do czynienia? 

Miałem takiego jednego, który w ’88 roku popełnił morderstwo. Spalił żywcem żonę i córkę. Jak z nim rozmawiałem, mówił, że jest spokojnym człowiekiem i faktycznie takim był. Żona z córką doprowadziły go do takiego stanu, że nie wytrzymał. U mnie są ludzie, którzy dostają 25 lat pozbawienia wolności, ale tylko te ostatnie 5 lat spędzają tutaj. 20 pierwszych lat kary odbywają w zakładach karnych zamkniętych. My tutaj staramy się ich przystosować do normalnego życia. Niech pani sobie wyobrazi, że ktoś przez 20 lat nie miał kontaktu ze światem zewnętrznym, wychodzi na wolność w spodniach szwedach, które np. 20 lat temu były modne i on się tej mody trzymał, bo nie wiedział jak obecnie ludzie się ubierają. Wyszedł gdzieś, zobaczył multikino i zastanawiał się  “Boże co to jest”. Tak jakby zatrzymał się w czasie. Jak szedł siedzieć to widział tylko polonezy, syrenki i maluchy…

 

Weronika Nowosadzka

 

 

Komentarze: