Tanatokosmetolog to osoba, która jako ostatnia zajmuje się ciałem zmarłej osoby. Pani Magdalena opowiada nam o kulisach swojej pracy – o tym, jak dokładnie wygląda przygotowanie ciała do pogrzebu, o „specjalnych przypadkach” i slangu, jaki stosuje się w domach pogrzebowych. 

 

Czym zajmuje się tanatokosmetolog?

Magdalena: Najprościej mówiąc – przygotowywaniem ciał do pogrzebu.

Jak krok po kroku wygląda to przygotowywanie?

– Najpierw trzeba zdjąć wszystkie opatrunki poszpitalne, szycia pooperacyjne, zdezynfekować i umyć ciało. Później uaktywnia się stawy, likwiduje stężenie pośmiertne. Ciała są sztywne, czasami nawet bardzo sztywne, dlatego trzeba je rozruszać – pozginać trochę rękami i nogami.  Jeżeli się tego nie zrobi, to później ciężko jest ubrać zwłoki. Następnie podwiązuje się usta.

Podwiązuje usta?

– Trzeba je od wewnątrz zszyć tak, żeby się nie otworzyły i jednocześnie, żeby nie było widać tych szyć. Poza tym zabezpiecza się też otwory nosowe. Trzeba zapchać je watami i opatrunkami, aby nic już ze zmarłego nie wyciekło. Później obcina się paznokcie, goli zarost u mężczyzn, myje się włosy, układa je, ubiera zwłoki.

A makijaż?

To na końcu. Zazwyczaj wykonuje się tzw. makijaż pośmiertny, żeby zakryć różne zasinienia i nadać twarzy odpowiedni koloryt. Kobietom czasami wykonuje się dodatkowy makijaż: tuszuje się rzęsy, nakłada szminkę. Bardzo często zdarza się, że rodzina daje wytyczne odnośnie makijażu i ułożenia włosów.

Co w przypadku, kiedy zmarły jest siny na twarzy, wręcz fioletowy. Da się to jakoś zakryć?

– Tak, oczywiście – w tym celu balsamujemy ciała. Podaje się specjalne płyny do tętnicy, które powodują, że te fioletowe plamy znikają. Można w ten sposób odbarwić twarz, nadać jej „żywszy” kolor. Trzeba przy tym wykonywać odpowiedni masaż, aby płyny dobrze się rozprowadziły.

A zwłoki po ciężkim wypadku?

– Tym zajmuje się tzw. rekonstrukcja powypadkowa, czyli doprowadzanie ciał po ciężkich wypadkach do normalnego stanu.

Spotkała się pani z takimi przypadkami?

– Z całkowicie pokiereszowanymi ciałami nie. Miałam kiedyś panią prawdopodobnie po jakiejś chorobie, bo jedną nogę miała po prostu czarną. Była tak miękka, że kiedy jej dotykałam to miałam wrażenie, że odpadnie. Tę nogę musiałam najpierw obandażować, potem owinąć folią, trochę usztywnić i przymocować do reszty ciała.

Jakie były pani wrażenia po pierwszej wizycie w prosektorium?

– Po pierwsze niesamowity zapach – trochę duszący, trochę słodki. Tego nie da się opisać. To tak, jakby położyć świeżego kurczaka pod kaloryferem – strasznie nieprzyjemna woń. Drugi szok to już same lodowate w dotyku zwłoki. Okropnie niemiłe uczucie – po prostu zimne, sztywne ciała.

Można z czasem przyzwyczaić się do tego wszystkiego?

– Tak. Pierwsze dni są najgorsze – zwłoki, smród, ale później można do tego przywyknąć. Pracownicy zakładów stosują też różne techniki, żeby trochę rozładować atmosferę w pracy.

Jakie są te techniki na rozładowanie atmosfery?

– Często rozmawiają ze zwłokami. To jest taki mechanizm obronny – mówi się do zmarłej np. „proszę dać mi rączkę”, albo „teraz nóżka do góry”. Poza tym posługują się też specjalnym slangiem. Na trumnę mówią piórnik, albo walizka. Na prochy w urnie – gorący kubek. Na szczupłego zmarłego – sucharek, a na otyłego – kloc. Na wisielca – brelok, a na ciało w stanie rozkładu – zgniłek.

Skąd biorą się takie „zgniłki”?

– Na przykład, gdy ktoś mieszka sam i nie ma nikogo bliskiego. Umiera, a ciało odnajduje się dopiero po długim czasie, kiedy zaczyna się już rozkładać. 

Jak przygotowuje się takie zwłoki do pogrzebu?

– Wkłada się ciało do worka, a worek do trumny. Później na worku układa się tylko ubrania zmarłego.

Spotkała się pani z innymi, równie „specjalnymi” przypadkami?

– Przygotowywałam kiedyś panią, która miała paznokcie u stóp długie na 3 i grube na 1 cm – nie dałam rady ubrać jej butów. Musiałam obciąć paznokcie sekatorem, którym normalnie obcina się gałęzie w ogrodzie, bo zwyczajnymi nożyczkami, którymi przeważnie obcinamy paznokcie innym zmarłym nie dało się.

Są jakieś ciekawostki związane z przygotowywaniem ciał do pogrzebu, o których nie wiemy?

– Podczas kursu dowiedziałam się co zrobić, kiedy rodzina przywiezie za małe ubranie zmarłego. Kiedy jest to np. marynarka, rozcinamy ją z tyłu i nakładamy ładnie tylko od przodu.

Czy jest coś, co wzruszyło, czy też dotknęło panią najbardziej?

– Zdecydowanie były to zwłoki noworodka. Zazwyczaj śmierć kojarzy się ze starszymi osobami po przejściach. Widziałam wiele razy ciała osób, które miały na plecach tak wielkie odleżyny, że można było włożyć w nie pięść. Myślałam wtedy o tym, jak długo ta osoba musiała leżeć w szpitalu i jak bardzo musiała cierpieć. Kiedy jednak weszłam pewnego dnia do prosektorium i zobaczyłam na stole ciało takiego maleństwa, nogi się pode mną ugięły.  

Komentarze: